Młodzieży! Świat należy do nas i do was. Ale w ostatecznym rachunku do was.
tow. Mao Tse-tung
Proszę pastwa, a już myślałam, że nigdy nie doczekam sparingu/meczu towarzyskiego, zwał jak zwał, który oglądać się będzie przez dziewięćdziesiąt minut z uśmiechem na twarzy, po ostatnim gwizdku którego zrobi się smutną minkę, powie jak to, tak szybko? Byłam święcie przekonana, szczególnie po kilku ostatnich meczach towarzyskich naszej kadry, że i tym razem po piętnastu minutach skończę zwisając w pozycji półsamobójczej z fotela, śpiąc, albo z nudów udając, że śpię. Że jest jedna rzecz, która naszemu boskiemu Leo nie wychodzi.
Tymczasem kilku piłkarzy z naszego polskiego podwórka, z naszych dziurawych boisk, z naszego braku edukacji młodych adeptów futbolu, z naszych afer korupcyjnych itd etc, tych kilku piłkarzy sprawiło, że cały mecz człowiek cieszył się z ich gry. Był zadowolony, że jednak potrafią, że nie muszą zerkać z bilboardów, grać w Premiership, siedzieć na ławce Primera Division, uczepiać się ligi greckiej. Jasne, że nie wszystko było idealne- niedokładność podań w okolicach pola karnego, wiążące się z tym braki w wykończeniach akcji, czasem niepotrzebne strzelanie na oślep. W zamian poszanowanie piłki, zrywy w ostatnich( brawa dla Grosickiego i Nowaka) minutach, jak gdyby wcale wynik nie był dla nas korzystny, jakbyśmy grali o MŚ i remisowali, fenomenalna główka po rzucie wolnym, w niektórych momentach ośmieszanie przeciwników( brawa dla Łobodzińskiego), ambicja w każdej sekundzie spędzonej na murawie.
Jasne- większość z tych piłkarzy pewnie nie zadomowi się na stałe w reprezentacji. Może szkoda. Ale na pewno wrócą na własne podwórka z większą pewnością siebie, z wiarą we własne możliwości. Ich świat( łącznie z tym, jak wykorzystają wszystkie doświadczenia z tego zgrupowania) będzie należał do nich.